Aktualności
10
07.2010
4:02

Prosto z trasy publikujemy relację z naszych dotychczasowych dokonań na wyścigu Rage Race 2010.
Dzień pierwszy.
Wszyscy zawodnicy zjawili się na warszawskim Torze Służewiec. Tutaj dostaliśmy nasze numery startowe, auta zostały obklejone oraz przekazane zostały pierwsze wytyczne, co do naszej trasy, która prowadziła do hotelu w Kazimierzu Dolnym. Około godziny 18:00 ogłosiły start piękne policjantki z Rage Race Patrol i ruszyliśmy w trasę.










Pierwszy odcinek w stronę Kazimierza zleciał dość szybko. Dojechaliśmy do hotelu "Król Kazimierz", gdzie przygotowano dla uczestników imprezę. Wszyscy bawili się świetnie do późnej nocy. Oczywiście wszystko w ramach rozsądku, ponieważ już z rana ruszyliśmy dalej.





Dzień drugi
Tego dnia rozpoczął się już prawdziwy wyścig (tzn. parada, bo oczywiście nikt tu się nie ściga :), przeplatany z zadaniami specjalnymi :) O godzinie 10.00 wystartowaliśmy z Kazimierza w stronę Kraśnika. Niestety nasze polskie drogi dawały mocno w kość, tak więc nie był to jeszcze moment, aby zawodnicy pokazali, na co stać ich maszyny.
W Kraśniku nad zalewem czekało na nas pierwsze zadanie. Drużyny musiały wykazać się umiejętnościami prowadzenia skuterów wodnych. W tym czasie na parkingu widzowie mogli podziwiać samochody, robić zdjęcia oraz dyskutować z właścicielami, którzy aktualnie czekali na start do następnego punktu kontrolnego.







Kolejny przystanek to Sandomierz - wspaniałe i bardzo malownicze miasto. Zawitaliśmy na główny rynek (co prawda tylnym wejściem, bo pomyliliśmy wjazdy, no ale byliśmy! :) ), a następnie zostaliśmy skierowani do okolicznej wieży, w celu udzielenia odpowiedzi na losowe pytanie, na temat Sandomierza. Wszędzie, gdzie pojawialiśmy się, byliśmy bardzo gorąco witani przez publikę. W Sandomierzu nie mogło być inaczej ;) Pozytywny klimat wyścigu udzielał się wszystkim.

Po drodze do Ostrowca wjechaliśmy w korek, ale szybko i zwinnie sobie z nim poradziliśmy. W trakcie wyścigu dostaliśmy jeszcze zadanie specjalne: dostarczyć jakikolwiek banknot z Ameryki Południowej przed końcem dnia. Wertowanie aukcji, for numizmatycznych i telefony do kantorów nic nie dały - tej waluty nie da się u nas tak łatwo dostać.
Znak "Ostrowiec" - dojechaliśmy :) Tłumy, jakie towarzyszyły naszemu przyjazdowi zadziwiły wszystkich. Publiczność z Ostrowca w szczególności upodobała sobie auto teamu Gallardo, który z miejsca serdecznie pozdrawiamy :)
Zadanie w Ostrowcu polegało na przejechaniu "ósemki" walcem. Jedna osoba kierowała, a druga trzymała kubek pełen wody, z którego nie można było uronić ani kropli :) Wygrywał team, który wykonał zadanie w jak najlepszym czasie, z jak najmniej wylaną ilością wody :) Przy wyjeździe zmówiliśmy się z chłopakami od Gallardo na wspólny przejazd do następnego checkpointu - Starachowic. Nawet przez jakiś czas udawało się nam dotrzymywać im kroku, choć nie trwało to długo :)




Starachowice - upragniona przerwa na obiad :) Do naszego posiłku nawiązywało również zadanie, jakie mieliśmy do wykonania: teamy musiały usmażyć sobie naleśniki, zrobić jednym z nich podwójny backflip i na końcu go zjeść. Dobrze, że nasz fotograf takie akrobację robi z ręką w kieszeni ;) Kolejne 10 punktów dowiezione na metę :) Publiczność okazała się bardzo sympatyczna. Po obiedzie powrót na parking, krótka sesja zdjęciowa i ruszamy dalej... w stronę Jasnej Góry.



W trasie do Częstochowy towarzyszyło nam Ferrari. Podczas przejazdu natrafiliśmy na nietypową autostopowiczkę - zakonnicę :) Bardzo przepraszamy, ale naprawdę już nie mieliśmy miejsca i obawiamy się, że Ferrari tym bardziej.
Zadanie w Częstochowie składało się z dwóch etapów: strzelenia foty przy ratuszu, oraz przejazdu wózkiem sklepowym poprzez skatepark. Doznaliśmy małych otarć, ale udało się :) Zapadał już zmrok... najwyższa pora wyruszać na metę, która znajdowała się w Tychach.





Przejazd do Tychów w towarzystwie Forda Focusa RS i 650-konnego Cheviego Camaro był bardzo emocjonujący :) Obawialiśmy się, że zostaniemy w tyle, ale udało się trzymać szyk aż do samej mety :)
Meta! Zawitaliśmy do hotelu Piramida. Po dniu pełnym emocji uczestnicy ruszyli na podbój klubu "Lemoniada". I na tym etapie dotarliśmy do półmetku imprezy. Z rana wyruszyliśmy dalej... na kolejny dzień pełen wrażeń i adrenaliny, ale o tym w kolejnym newsie...

Tekst: Tomasz Dąbrowski
Foto: Power oraz Paweł K.
Głosy:
0
Komentarze:
0
















Komentarze (0)