Aktualności
20
07.2010
23:12

Trzeci dzień RR 2010 przepełniony był zarówno łatwymi, jak i skomplikowanymi zadaniami na checkpointach, wspaniałą zabawą, rykiem szybkich samochodów oraz szaleńczą jazdą po wytyczonej trasie.
Po gorącej nocy w klubie Lemoniada nadszedł czas na rozpoczęcie trzeciego dnia wyścigu. Hotel Piramida w Tychach przebudził się bardzo szybko od ryku silników na parkingu. Szybka organizacja, rozdanie roadbooków i ruszamy!
Zaraz po wyjeździe z hotelu zostaliśmy wysłani na poszukiwania katowickiego wydania gazety Echo Miasta. „Zadanie banalne. Wystarczy znaleźć Echo Miasta i umieścić na pierwszej stronie zdjęcie naszego teamu” - pomyśleliśmy. Jak szybko się okazało, gazeta dystrybuowana była tylko i wyłącznie poprzez przedstawicieli, porozrzucanych w różnych częściach miasta. Kolejnym problemem był fakt, że po południu większość nakładu jest już rozdana.
Zdecydowaliśmy się więc zapytać o interesujące nas pismo mieszkańców miasta. Znalazły się wśród nich ekspedientki, fryzjerki, urzędniczki i inne potencjalne osoby, które mogły wziąć rano jeden z numerów Echa. W końcu, udało się. Znaleźliśmy chyba ostatni egzemplarz na świecie. Szybka podróż do drukarni i już foto naszego teamu widniało na okładce.
Po odnalezieniu Echa skierowaliśmy się w stronę autostrady A4. Czekało nas teraz najtrudniejsze zadanie w całym wyścigu: roadbook.
Roadbook poprowadził nas aż do miejscowości Śrem. Musieliśmy jechać wyznaczoną trasą, tak, abyśmy byli w stanie wypełnić kolejne zadania.
Na samym początku trasy musieliśmy odpowiedzi na trzy pytania: „Którą godzinę pokazują zegary na wieży w Budziszowie?”, „Jaki poziom miała Odra w Malaczycach 25 sierpnia 1854 roku i 15 lipca 1997 roku”, oraz „Jak ma na imię właściciel czerwonego (jedynego w Polsce) Forda Explorera Adrenaline w Starym Wołowie?
Przejeżdżając przez kolejne miejscowości, odnajdywaliśmy pomocne nam wskazówki. W Budziszowie wypełniliśmy następne zadanie - znaleźliśmy wieżę. Ciekawostką okazał się fakt, że widnieją na niej trzy zegary i jedna pusta tarcza. Zegary pokazywały kolejno godziny: 6:58, 9:16 i 13:01.
Spisaliśmy godziny i ruszyliśmy na poszukiwania głazu nad Odrą. Roadbook był bardzo kręty i nie raz pogubiliśmy się po drodze. Nie wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać przy Odrze, ale jak się szybko okazało – wyryta na nim była odpowiedź na drugie pytanie: „25 sierpnia 1854 roku – 772 m”, „15 lipca 1997 roku – 792 m”.
W Starym Wołowie pozostało ostatnie zadanie do wypełnienia. Spodziewaliśmy się, że będzie to najtrudniejsza część, jednak po dojechaniu na miejsce i zapytaniu okolicznych, stałych klientów sklepu w środku miasta, szybko dowiedzieliśmy, że imię właściciela, wspomnianego wcześniej Forda, to Mieczysław.
Trzeci dzień, w odróżnieniu od poprzedniego, to ciągła jazda. Jedyne przystanki, jakie mieliśmy, trwały maksymalnie 3-5 minut i przeznaczone były na wykonanie zadania lub zorganizowanie teamów do wspólnych przejazdów.
Po opuszczeniu Starego Wołowa skierowaliśmy się w stronę Załęża. Tam musieliśmy odnaleźć hełm z czasów drugiej wojny światowej i spisać jego dokładne współrzędne geograficzne. Po drodze udało się nam wypełnić inne zadanie. Do karty zadań było dołączone spłaszczone zdjęcie młynu. Musieliśmy go zlokalizować i podać nazwę miejscowości, w jakiej się znajdował.
Dojechaliśmy do Załęża. Przy okolicznej stacji paliw odnaleźliśmy hełm. Miejsce okazało się dobrym pit-stopem. Załogi, które były w tyle mogły tutaj nadgonić drogę. Ze stacji wystrzeliliśmy dalej razem z mercedesami, lamborghini oraz chevy'm, aby odgadnąć, jaka jest długość szlaku rowerowego, który biegnie przez piękny pałac, który napotkaliśmy po drodze. Szybkie spisanie danych ze znaku, pamiątkowe teamowe foto i w drogę :)
Następne zadanie. W drodze do Śremu musieliśmy wypatrywać przystanku autobusowego, który miał stać na przeciwko czerwonego sklepu spożywczego. Na nim miało znajdować się wyznanie miłosne, które mieliśmy podać pod specjalnym numerem telefonu, znalezionym na stronie Motointegratora.
Dotarliśmy do przystanku. Wyznanie było namazane ketchupem na ziemi, co wyglądało na lekką podpuchę. Okazało się, że ktoś, kto był tam przed nami, postanowił zbić nas z tropu, my jednak nie daliśmy się i na tyle przystanku znaleźliśmy inne wyznanie.
„Kocham Roberta” - po raz kolejny wypowiadaliśmy to hasło do telefonu, jednak bezskutecznie. Okazało się, że poprzednicy nie tylko napisali fałszywe hasło, ale też zamazali końcówkę prawdziwego, które w pełni brzmiało „Kocham Roberta R.”. Ponieważ nasza odpowiedź była błędna, nie otrzymaliśmy potwierdzenia dobrze wykonanego zadania przez telefon.
W stałej grupce wyruszyliśmy do kolejnego miasteczka, w poszukiwaniu pogotowia. Ciągłe nawrotki, postoje i pytanie okolicznych mieszkańców nic nie dawało – w tym mieście po prostu nie było żadnego pogotowia. Jak się potem okazało, wcale nie chodziło o szpital, tylko o zakład krawiecki, mający podchwytliwą nazwę „Pogotowie Krawieckie”.
Tam zebraliśmy pieczątki do naszych i wyruszyliśmy dalej – po następne pieczątki, do serwisu samochodowego, znajdującego się obok miejscowości Śrem.
Zadanie wykonaliśmy bez większych problemów. Zabraliśmy, co nasze, z serwisu i dojechaliśmy na checkpoint. Wszyscy zawodnicy byli tak samo głodni i zmęczeni, dlatego na samym początku wydawania posiłków catering przeżył spore oblężenie. Po obiedzie załogi przystąpiły do kolejnego zadania, wymagającego sporej koncentracji – rzutu kulą.
Czasu było coraz mniej. Wcześniejsze opóźnienia nałożyły się na siebie, dlatego musieliśmy szybko ruszać do Kąkolewa. Tam, na torze, czekały na nas próby czasowe.
Zapadł zmrok. Zrobiliśmy kilka okrążeń i wyruszyliśmy w kierunku Poznania, gdzie znajdowała się meta.
Na mecie przywitał nas, jak zawsze, Rage-Race Patrol. Oddaliśmy nasze punkty za dobrze wypełnione zadania i udaliśmy się do hotelu NH, który był oddalony od parkingu o kilkadziesiąt kilometrów.
Tradycją stał się już fakt, że wieczorem dla uczestników przygotowywana była impreza, jednak zmęczenie po tak długiej trasie, pełnej wyzwań i kłopotów, dało się wszystkim we znaki i tylko najbardziej wytrwali udali się na hotelową bibę lub podbój centrum miasta :)
Tekst: Tomasz Dąbrowski
Zdjęcia: Paweł Kaźmierak, Tomasz Dąbrowski, Maciej Szadkowski
Głosy:
0
Komentarze:
0
































Komentarze (0)